Polka Circle jedzie do Galeny, IL i Dubuque, IA

By: admin 05 November 2013

Być może jest gdzieś w Illinois bardziej urocze miejsce na powitanie jesieni niż Galena, ale ja jeszcze takiego nie znalazłam.  W tej miejscowości rzadkie połączenie historii i geografii sprawia, że Galena jest jedyna w swoim rodzaju. Naturalne piękno otaczajacego krajobrazu jest wystarczającym powodem, aby ją odwiedzić. Dodatkowym powodem dla nas było zaproszenie od Magdy na jesienną sesję zdjęciową na tutejszą farmę Country View Home.  Na Facebook, Polka Circle ogłosiła plan kolejnej niedzielnej wycieczki rowerowej do Galeny. Wielu członków wyraziło chęć uczestnictwa w tej wyprawie, ale w dzień wyjazdu okazało się, że 3-godzinny dojazd samochodem ich odstraszył.  Okolice domu wiejskiego Country View Home, okazało się bardzo atrakcyjnym i właściwie idealnym miejscem  na nasze fotki.  Polecam ten „farmhouse” do wynajęcia nie tylko dlatego, że jest on własnością  jednego z naszych rodaków, ale też dlatego, że jest położony tylko 5 mil od ulicy Main w Galenie w naturalnym otoczeniu ponad 80 hektarów pięknych krajobrazów i zapewnia gościom całkowitą prywatność.

Z Magdą i jej pięcioma psami udaliśmy się w plener. Lasy i pola były jeszcze bardzo zielone. Tylko niska temperatura i gdzieniegdzie przyczerwienione liście na drzewach mówiły o nadchodzącej jesieni. Bo to dopiero na połowę października przypada w tych okolicach „szczyt” kolorów jesieni.  Po godzinie jazdy „na sianie” nadszedł czas, aby pożegnać  się z pupilkami „Chicago Dog Academy” i  szukać trasy rowerowej. Pech chciał,że internet w moim telefonie nie działał. Właściwie to i telefon nie działał. Bez telefonu i internetu nie wiedziałyśmy, gdzie szukać naszej trasy. Aby zaopatrzyć się w odpowiednie mapki odwiedziłyśmy centrum informacji turystycznej w Galenie.  Po przeglądnięciu (i zapakowaniu w torbę) tych licznych materiałów doczytałam , że rozwój Galeny związany był z ogromnym popytem na ołów, który tutaj odkryli pod koniec 18-tego wieku francuscy traperzy. Ale to dopiero w początku 19-tego wieku amerykańscy osadnicy założyli tutaj miasto, a w 1830 roku ludność Galeny prześcignęła Chicago. Z powodu licznych pożarów, w 1850 roku władze miasta zakazały konstrukcji nowych budynków z drewna. Tylko cegła i kamień spełniały wymagane warunki. I dzięki temu zarządzeniu 85% budynków w Galenie jest odnotowanych w Krajowym Rejestrze zabytków. Większośc budynków reprezentuje unikalną architekturę i różnorodne style minionej epoki od prostych budynków handlowych, poprzez wszystkie „neostyles” epoki wiktoriańskiej jak neoromanizm, neogotyk, neorenesans, neobarok, noemauretanizm i eklektyzm.  

Przechadzka po tym „skansenie wiktoriańskiego Midwestu” musiała wkrótce dobiec końca. Naszym głównym celem było przecież znaleźć i wybadać tutejsze trasy rowerowe. Map rowerowych z okolic Galeny nie znalazłyśmy ani w Old Market House ani w informacji turystycznej umieszczonej w Old Train Depot (Stary Dworzec Kolejowy). Bez połączenia Internetowego nie chciałyśmy  jeździć rowerami „na ślepo”. Zgodziłam się z Olą, że musimy wyjechać z tych otaczających Galenę wąwozów i terenów pagórkowatych, aby gdzieś tam wyżej złapać sygnał. Sygnał złapałyśmy, ale dopiero w Dubuque w stanie Iowa, jak przekroczyłyśmy Mississippi.  W Dubuque było już bardzo pochmurnie i obawiałam się , że zleje nas deszcz na trasie.

Ku mojemu zdziwieniu, pomimo chłodu i groźby deszczu, na szlaku mijałyśmy wielu rowerzystów. Całe rodziny z małymi dziećmi jak i wyczynowcy tak często pojawiali się na naszej drodze, że ciężko było wyłapać odosobniony moment na skok w krzaczki. Zastanowił mnie ten fakt. Czy tutaj jest więcej rowerzystów? A może „biking” w Iowa jest bardziej popularne niż w Chicago? Zastanowił mnie też fakt noszenia kasków przez wszystkich rowerzystów. Czyżby w Iowa był nakaz jeżdżenia w kaskach? Czy czasem nie narażamy się na jakiś mandat? Szybko przeszukałam Internet i uspokoiłam się po odnalezieniu informacji, że w Iowa nie ma żadnych odgórnie narzuconych praw dotyczących noszenia kasków. Męczyła mnie też tablica, którą pobieżnie przeczytałam przy wjeździe na trasę, przy której zrobiłyśmy sobie nawet zdjęcie, ale którą właściwie zignorowałyśmy, bo było już dość póżno i zimno, więc trzeba było pedałować, a nie zastanawiać się nad tablicami. Według tej tablicy wychodziło, że w Iowa są opłaty za używanie tras rowerowych. Nie za bardzo w to mogłam uwierzyć i dlatego ją zignorowałam, bo u nas w Illinois nie ma takiej praktyki. A po drugie kto by płacił $10 dolarów, aby pojeździć rowerem. Wszyscy jeździliby po darmowych ulicach, a nie płatnych szlakach. Zaledwie po 6 milach przebytych po tym malowniczym szlaku, wijącym się pośród wysokich urwisk i gęstych lasów, na prostej drodze z pokruszonego wapnia, Oli strzeliła dętka. I wstyd wielki dla nas, że nie tylko nie miałyśmy zapasowej przy sobie, ale też i w samochodzie. Trzeba było zrezygnować z planowanej trasy i wracać na piechotę na parking.

Bardzo żałowałam,  że nie udało nam się „zdobyć”całej Heritage Trail. Szczególnie cieszyłam sią na wizytę w Dyersville na końcu szlaku. Miejscowość ta zwana jest czasami „The Farm Toy Capital of the World” z powodu muzeum i pokazów zabawek-miniatur maszyn gospodarstwa rolnego tutaj produkowanych. Najbardziej jednak Dyersville zasłynął w kraju i na świecie z kręconego tu filmu „Field of Dreams” z Kevinem Costnerem w roli głównej. Nakręcony w 1989 roku, na terenie gospodarstwa rodziny farmerskiej Dona Lansinga, był nominowany do trzech Oscarów za: najlepszy film,  scenariusz i muzykę. Ten amerykański dramat-fantazja o farmerze z Iowa, który po usłyszeniu głosów, interpretuje je jako polecenie zbudowania boiska do baseballa na swoim polu kukurydzianym, zyskał uznanie światowej sławy. Jedno ze słynnych powiedzeń wziętych z tego filmu to: „If you build it...they will come” („Jeśli zbudujesz...to przyjdą”). Niestety nie udało nam się zwiedzić farmy Lansinga i specjalnie tam wybudowanego na potrzeby filmu „bejsbolowego diamentu” (boiska do baseballa są budowane na planie diamentu), które ściągają tysiące turystów do Dyersville. Musimy tu koniecznie wrócić!

Aby oficjalnie uczcić tradycyjnym toastem szampanem kolejną udaną wyprawę Polki Circle znalazłyśmy na Mississippi wyspę z parkiem Rivierview, a tam zadaszony pawilion osłoniający nas od deszczu. Było to jedno z bardziej malowniczych miejsc z widokiem na Mississippi na taką okazję. Szkoda tylko, że padało i brakowało nam słońca do spektakularmych zdjęć.

Zaraz obok Riverview Park znajdował się Dubuque Greyhound Park i Kasyno Mystique. Troszkę zmoknięte i wymarznięte udałyśmy się do ciepłych pomieszczeń kasyna i skorzystałyśmy tutaj ze smacznego bufetu. W środku dowiedziałyśmy się, że w tutajeszym Greyhound Park odbywają się wyścigi chartów. Okazało się, że Iowa jest  jednym z 7-iu stanów, gdzie wyścigi psów są legalne. Dubuque Greyhound Park powstał po referendum przeprowadzonym wśród wyborców w 1984 roku, którzy z 80% przewagą opowiedzieli się za wyścigami. Wyjątkowe jest to, że tor jest własnością miasta, a instytucja, która nim zarządza jest pierwszą na świecie tego rodzaju organizacją non-for-profit. Cały dochód z wyścigów przekazywany jest na lokalne cele charytatywne. Inne stany, a nawet państwa przyglądają się tej oryginalnej inicjtywie z dużą uwagą, bo z sukcesem pomaga ona lokalnej gospodarce wydźwignąć się z recesji. Dubuque jest obecnie na wysokim 22 miejcu na liście miast najszybciej rozwijających się w kraju.

Sama jestem przeciwna wyścigom psów. Uważam go za zbyt okrutny sport. Polecam więc wszystkim tym, którzy rozważają adopcję psa ze schroniska, aby rozważyli też kontakt z takimi torami wyścigowymi, bo wiele z nich prowadzi programy, szukając miejsc dla chartów na ich wysłużoną emeryturę (zwykle po 18-stu miesiącach pracy na wybiegu). Charty są wspaniałymi psami i nadają się do rodzin z małymi dziećmi. Są też lojalnymi towarzyszami na stare lata. Jeśli ktoś szuka łagodnego i czułego psa zachęcam skontaktować się z centrum adopcyjnym przy Mystique Casino w Dubuque.

Anna Grochowska

Polka Circle

Comments:

Log in or register to leave comments